Archiwum | Inne smaczki RSS feed for this section

Wdowa Clicquot

2 Sty

Nowy rok miałam przyjemność powitać prawdziwym szampanem – Veuve Clicquot Ponsardin. Historia tego dzieła marketingu jest niezwykła, więc postanowiłam ją opowiedzieć.

W 1772 roku Philippe Clicquot otworzył „dom” produkujący szampana. Wykwintny trunek, który wówczas nie był znany zbyt wielu osobom, tak więc produkcja była niewielka. Po jego śmierci firmę przejął syn –  François, który zarządzał nią do  1805 roku, kiedy to zostawił dom Clicquot w spadku żonie Barbe-Nicole, z domu Ponsardin. Absolutny precedens – familijny biznes przejęła kobieta! 27-letnia dowa (z francuskiego: Veuve) okazała się najlepszym menadżerem. To pod jej opieką szampan zaczął trafiać na magnackie a nawet królewskie stoły.

W roku 1866, kiedy zmarła Barbe-Nicole, szampan Veuve Cicquot Ponsardin był już rozpoznawany i szanowany na całym świecie. Charakterystyczne żółte etykiety butelek, opatrzonych gwarancją królowej Elżbiety II od 1987 roku należą do grupy marek luksusowych Louis Vuitton Moët Hennessy.

Picie takiego jest całkiem przyjemne, aczkolwiek bardziej od jego smaku fascynuje mnie nadal jego historia. BArbe-Nicole Clicquot Ponsardin mogłaby być wzorem dla wielu współczesnych kobiet.

Reklamy

Villa M

30 Gru

Nie przepadam za piwem, wódką, nalewkami, ale jeden rodzaj alkoholu uwielbiam od zawsze – wino. Najlepiej czerwone i wytrawne. Owszem czasem przytrafi się białe – do kurczaka, czy musujące – wypite w Madrycie z truskawkami, ale o tym innym razem. Ale świat się chyba kończy, gdyż wino Villa M zachwyciło mnie absolutnie. A co w tym dziwnego? Jest to białe, absolutnie słodkie wino, niepodobne do żadnego jakie w życiu piłam, za zawartością alkoholu 5%. Jego butelka jest najbardziej minimalistyczną, jaką widziałam, nie ma na niej żadnej etykiety – i właśnie to wzbudziło moje zainteresowanie. Poszperałam w internecie i okazało się że to niepozorne białe winko ma nawet własną stronę internetową.

Villa M została mi sprezentowana przy okazji pieczenia ciasteczek ze znajomymi, ale o ciasteczkach później. Chciałam tylko wyjaśnić mąkę otaczającą tą piękną zieloną butelkę na zdjęciu

An Italian fresh way to enjoy life

 

Filtrato Dolce to idealne wino do wszelkich deserów czy świeżych owoców. Naprawdę warto spróbować!

 

 

Głęboko ukryte

27 Paźdź

Ostatnio czekając na A. spacerowałam po centrum, zaczynając od uliczki Kubusia Puchatka, przeszłam slalomem do Chmielnej. I tak przypadkiem natknęłam się na niesamowitą rezydencję:

Jako że jest otoczona wysokimi budynkami, niewiele osób ją kojarzy, mimo że znajduje się w samym centrum. Jak trafiłam na ulicę Warecką dotarło do mnie, że w Warszawie jest więcej takich miejsc i szkoda, że są niezauważane, niedoceniane. I postanowiłam ją docenić. ot co!

Food & Friends

24 Paźdź

Tydzień temu weszłam do kiosku i mnie zatkało! czemu? Otóż w Polsce pojawił się już drugi interesujący magazyn kuchenny (pierwszy to KUCHNIA). Tym razem jest to Food&Friends i już wiem że będę wierną czytelniczką, jako że założeniem magazynu jest przedstawienie kuchni, ciekawych restauracji i postaci z Polski i Skandynawii.

Po lekturze pierwszego numeru jestem zafascynowana restauracją NOMA i całą jej ideologią, mam ochotę pojechać do Poznania jak również otworzyć w jakimś starym budynku concept store  z własną restauracją. Owszem miejsca opisywane w Food&Friends to głównie te, na które pozwoliłabym sobie jedynie w ramach ekstrawagancji, niemniej jednak, lektura jest nader wciągająca.

A na końcu gazetki umieszczone są przepisy do wszystkich dań zaprezentowanych w artykułach oraz specjalnie dobrane (przez Klub Vininova) do nich wina mające podkreślić smak.

Pierwszy numer w cenie promocyjnej, więc warto sprawdzić!

Miłej lektury!

Misz Masz

22 Paźdź

To zdjęcie/obrazek nie należy do mnie a do jednego z moich ulubionych butików w Warszawie. (w zasadzie mam wielkie płótno z dokładnie tym samym zdjęciem tuż nad głową, ale nie ma na nim napisu ONE SIZE)

Misz Masz? czemu? Otóż temu, że nie jestem w stanie dokładnie zdecydować jak będą wyglądały notki na tym blogu. Początkowo myślałam że będą to na zmianę przepisy (rodem z bloga kulinarnego) i zdjęcia (jak z the sartorialist), jednak zaczęłam od czegoś zupełnie innego – od podróży (częściowo kulinarnych) i dzisiaj również napiszę o czymś nie należącym do początkowego zamysłu.

Otóż dzisiaj mam ochotę wspomnieć o dwóch sklepach, do których warto zajrzeć w wolnej chwili by (chociażby) zaczerpnąć inspiracji ciuchowych.

1. BUTIK ONE SIZE

Mały lokal przy Al. Jerozolimskich 11/19. Zawsze można znaleźć tu porządne, modne ciuchy, buty, torebki i inne akcesoria. Ja np posiadam piękne kalosze w groszki. Przechadzając się po centrum Warszawy można napotkać masę „klonów” w ciuchach z Zary i H&M, co powoli zaczyna mnie naprawdę irytować. Nie znaczy to że nie lubię tych firm. Ale ile można! Wczoraj naliczyłam 5 dokładnie takich samych torebek w ciągu dwóch godzin. Owszem, model ładny. i modny. ale wolałabym mieć torebkę, której zaraz nie zobaczę na ramieniu swojej koleżanki. I dlatego kocham miejsca jak BUTIK ONE SIZE. Ceny nie są wyższe od tych w Zarze, a oferta dużo bardziej oryginalna. Naprawdę polecam odwiedzenie tego miejsca.

PS  Ekspedient przypomina mi prawdziwego wielbiciela Michaela Jacksona i jest niezmiernie uprzejmy.

2. IMAGINE

Każdego dnia, gdy postanowię się przejść po żoliborzu, w końcu ląduję w tym sklepie. Choćby na chwilę. Prowadzony przez niezwykle charyzmatyczne kobiety butik przedstawia się jako „Magiczne miejsce dla magicznych kobiet”. Brzmi trochę jak miejsce dla typowej „ciotki”, ale nim nie jest. Dlaczego? Bo IMAGINE naprawdę czaruje. Ubrania, które można tu znaleźć nie są aż tak modne jak w powyższym butiku, ale są o wiele ciekawsze. Wszystkie są wytwarzane przez duńskie firmy, które szczycą się wyśmienitą jakością, ciekawymi kolorami i wzorami oraz nietypowymi krojami. Głównie można tu znaleźć Lysgaard, ale ostatnio również numph. Wieszaki są pełne przeróżnych strojów, wystarczy trochę się postarać, a kaądy znajdzie coś pięknego, ciekawego, idealnego dla jego figury a zarazem niespotykanego na ulicach Warszawy. Dodatkową atrakcją jest ręcznej roboty biżuteria.

W każdym z tych butików jestem w stanie spędzić dużo czasu a wydać stosunkowo niewiele pieniędzy. NAPRAWDĘ WARTO ODWIEDZIC!

Hello world!

28 Lip

To będzie blog o tym co sprawia mi najwięcej radości w życiu (z angielska joy). I coś czuję że nie tylko mi. Będzie głównie o kuchni (gotowaniu) i o modzie (ciuchy, style). Ale to oczywiście nie wszystko. W życiu jest masa radosnych, wspaniałych rzeczy (ja do takich zaliczam jeszcze: podróże, czerwone wino i fotografię), które pewnie również nie zostaną pominięte.

Na razie to tyle, ale jeszcze się odezwę. Z czymś bardziej konkretnym. Promise